— Czego Józefowa chce? — ostro zapytała Alicja.

— Ja względem panienki — szeptem zaczęła staruszka, starannie zamykając za sobą drzwi.

— Bo o co chodzi?

Służąca zbliżyła się do niej i potrząsnęła głową.

— Niedobrze jest z naszą panną Julka, proszę pani, niedobrze. Już od przyjazdu była taka niewyraźna, ciągiem326 płacze, nocami bredzi, przez sen krzyczy, a dniem to albo listy pisze, albo telefonuje, i wciąż płacze. Nie mówiłam nic, bo myślałam, że nie moja rzecz, pani sama zauważy...

— Słusznie Józefowa myślała — sucho ucięła Alicja — zauważyłam i nie widzę w tym nic nadzwyczajnego.

Kobieta smutno machnęła ręką.

— Żeby to tak było, ale Boże broń, zdaje się, szykuje się nam wielkie nieszczęście i wstyd wielki...

— Co Józefowa plecie?! — zerwała się Alicja.

— Mówię, co wiem. Pani to teraz rzadko w domu, a z panienką mniej jakoś, ale ja to widzę... o widzę... Toż sama mam wnuczęta, wiem. Ślepy zauważyłby, dziewczyna w oczach mizernieje, chudnie, ma zawroty głowy, się skarży na mdłości...