Alicja chwyciła ją za ramię.
— Proszę zaraz mówić, co Józefowa wie?
— A ot, już od dawna patrzę i myślę sobie: „Może być, nie daj Boże, tak, ale może być i całkiem zwyczajnie, z nerwów, znaczy się”. Wiadomo, w tym wieku dziewczyńska jest rzecz. Aż tu ze cztery dni temu będzie... nie, będzie pięć, akuratnie mówię pięć, bo to w sobotę, zaraz po nieszporach, wracam, a panienka zapłakana, opowiedziała mi swoje zmartwienie.
Alicja nie spodziewała się tej wiadomości. Wprawdzie nie wątpiła, że Julka żyje z Druckim, lecz wprost nie przyszło jej na myśl, że sprawy mogły zajść aż tak daleko. Ogarnęła nią jakaś zawziętość, jakaś wręcz radość. Oto żmija, którą wychowała na własnej piersi, poniesie zasłużoną karę...
Ani przez jedną chwilę nie żałowała Julki. Wychodząc po obiedzie na aleję Szucha, wstąpiła do kuchni.
— Józefowa chciała jechać na urlop do siostry? — zapytała.
— Tak jest, proszę pani, pod Grójec.
— Więc jutro Józefowa może jechać.
— A jak bodzie z usługą?
— Już dam sobie radę, proszę jutro po południu jechać.