Julka z przerażeniem wysłuchała tej rozmowy, instynktownie cofając się aż do wyjścia. Wprost pojąć nie mogła, gdzie się znajduje i dlaczego tu sprowadzono rannego pana Janka.

Tymczasem do kuchni weszła kobieta w szlafroku i obrzuciwszy Julkę badawczym wzrokiem, zapytała:

— Cóż to panienka na stojąco? Proszę siadać.

— Ja... ja chciałabym zobaczyć pana Winklera. Czy jeszcze nie można?...

— Ma panienka czas. Jego jeszcze nie ma.

— Jak to nie ma?

— O jej, jaka panienka ciekawa. Nie ma, ale niedługo przyjdzie. Niechże panienka siada.

Potrąciła niedbale stołek w stronę Julki.

— Ja nie chcę. Proszę mi powiedzieć, gdzie jest pan Winkler — zaczęła niepokoić się Julka.

— Toż mówię, że przyjdzie — prawie krzyknęła na nią baba.