— Więc może chodzić? Nie jest ciężko ranny?...
Stara chciała coś odpowiedzieć, lecz w tej chwili zza perkalowej zasłony wyszedł mały, dość chuderlawy mężczyzna o łysej głowie i kaczkowatym nosie.
— No, co jest? Idziesz, szwagierka, czy nie? — zawarczał, jednocześnie przyglądając się Julce.
— Idę już, tylko mówię szwagrowi: uważaj!
— Wal, wal, nie gadaj.
Splunął przez zęby i zbliżywszy się do Julki, powiedział tonem perswazji:
— A panna chodź ze mną.
— Ja nie chcę — cofnęła się Julka do drzwi — proszę mnie wypuścić, to jakaś pomyłka... Pani mnie wypuści!
— Zaraz, wolnego — zachichotał łysy — bez pośpiechu. No, idziesz, szwagierka?
— To jest podstęp! — krzyknęła Julka i rzuciła się do drzwi, te jednak były zamknięte. Zaczęła z całych sił targać klamką i bić pięścią w drzewo, gdy mężczyzna chwycił ją za ramiona i bez wysiłku odciągnął na środek izby.