A później sprzedają do domów publicznych Południowej Ameryki — albo do Chin — jak widziała w jednym filmie.

— Nie, nie, raczej śmierć!...

Znajdzie sposób odebrania sobie życia, bodaj porwie sukienkę na paski i ukręci z nich sznur, albo zagłodzi się na śmierć... W każdym razie będzie bronić się z całych sił... Och, pan Janek... Żeby mogła jakoś dać mu znać, na pewno odszukałby ją i uratował... Albo... Alicja... Ona wprawdzie nienawidzi swej wychowanki, ale teraz to prokuratorka może zrobić wszystko, a jest taka mądra, że niewątpliwie domyśli się zaraz, co się stało...

Jednak pewniejsza była, że pan Janek pierwszy ją odnajdzie. Jakie to szczęście, że nic mu nie jest. Bo oczywiście wszystko zostało zmyślone przez tych zbrodniarzy dla wciągnięcia jej w zasadzkę... Musieli ją od dawna śledzić, skoro wiedzieli o tym, czym ją najłatwiej zwabić, i to wtedy, gdy on wyjechał... Ale on wróci z pewnością na czas i dowiedziawszy się o jej zniknięciu, w porę zjawi się na ratunek.

I tę kobietę uratuje, która pewno miała urodzić dziecko, a oni jej nie pozwolili i zmusili do poronienia... O, pan Janek... Gdyby on wiedział, gdyby mógł wiedzieć, ale może nigdy się nie dowie, a trupa Julki zakopią gdzieś w piwnicy...

Siadła na kozetce i płakała.

Roztrzęsione nerwy zdawały się drżeć każdym włóknem, nadzieja i rozpacz na przemian szarpały myślami. Ramiona podrywane łkaniem coraz więcej kuliły się przy głowie, z której zsunął się kapelusz...

Nagle zerwała się. Wyraźnie usłyszała zgrzyt odsuwanej zasuwy.

Do pokoju wszedł ten łysy bandyta. W ręku miał kopcącą naftową lampkę, w której żółtym świetle jego obleśna twarz wydawała się jeszcze bardziej wstrętna.

Postawił lampę na podłodze, otarł ręce o spodnie i zaśmiał się.