Teraz dopiero Julka zobaczyła w jej ręku długi kuchenny nóż. Nie mówiąc ani słowa, podała nóż Julce. Sama widocznie straciła siły, gdyż kucnęła na podłodze i zaczęła jęczeć.

Tymczasem drab flegmatycznie otrząsł ubranie z wody, wycierał twarz i łysinę chustką i coś mruczał pod nosem.

— No dźgaj go, s..., na co czekasz — odezwała się wśród jęków kobieta.

Drab zaklął i chciał się wycofać, gdy do ich uszu dobiegł odgłos otwierania drzwi wejściowych. W kilka sekund później do pokoju wpadła gospodyni. Jednym rzutem oka ogarnęła sytuację i zawołała:

— Co tu się dzieje?!

— Chciała uciekać — bąknął łysy.

— Łże drań! — wrzasnęła chora i nie żałując najokropniejszych wyrazów, opowiedziała wszystko.

Nie skończyła jeszcze mówić, gdy baba rzuciła się na winowajcę i zaczęła okładać go pięściami, akompaniując sobie ordynarnymi wyzwiskami. Łysy wprawdzie zasłaniał się od ciosów, lecz nawet nie próbował obrony. W pięć minut potem musiał pomóc swej oprawczyni przenieść chorą z powrotem na łóżko.

Julka z przerażeniem szeroko otwartymi oczyma przyglądała się tym scenom. Gdy na chwilę została sama, czym prędzej ukryła nóż pod porwaną ceratą kozetki.

Z tego, co wykrzykiwała gospodyni, bijąc tego łotra, Julka wywnioskowała, że stanowi dla tej wiedźmy cenny obiekt i że nie wolno drabowi jej ruszać, gdyż inaczej jakiś ktoś za nią grosza nie da, a jakaś „tamta” się dowie, to kryminał murowany... Jedno z tego było całkiem jasne: zostanie sprzedana, lecz tu jej nic nie grozi, zwłaszcza w obecności gospodyni.