— Jack, niech pan odbierze telefon i powie, że mnie nie ma, nie przyjechałem, diabli mnie wzięli czy co pan chcesz.
Załkind podszedł do aparatu i wrócił z oznajmieniem, że to z „Argentyny”. Wobec tego Drucki wziął tubę. Telefonował kasjer Justek.
— Panie dyrektorze, tu ta pani, z którą pan bywa, kazała połączyć i zaraz podejdzie.
Zanim Drucki zdążył coś powiedzieć, odezwał się głos Alicji:
— Przyjechał pan? To bardzo dobrze. Wstąpiłam do „Argentyny”, myślałam, że pana tu zastanę, ale wobec tego zaraz przyjadę do pana. Do widzenia.
Położył słuchawkę, a Drucki skrzywił się.
— Baba? — z uśmiechem zapytał Załkind.
— Psiakrew. Zmachany jestem... Wiesz pan, Jack, dosyć już zaczynam mieć siedzenia w tym mieście. Rdzewieje człowiek w tej wiecznej bezczynności i jednostajności...
— No, teraz kapitan na brak przygód narzekać nie może — zażartował Załkind.
— Pi... raz na rok, coś ciekawego. Boję się tak zasiedzieć się, jak pan... No, muszę pana wyrzucić za drzwi... Z Fane345 teraz wypływają stare skorupy na kaszaloty346... A na Florydzie doroczne derby347... Piękny jest świat, Jackie, piękny i szeroki, idź już na zbity łeb i pomyśl o tym, gdy ci pierzyna wystygnie.