— Nie wystygnie tak łatwo, oni nie tacy. Żegnaj, kapitanie, a pamiętaj, że Czarny Jack rozumie, co znaczy słowo wdzięczność.
W półmroku przedpokoju oczy jego tak dziwnie błyszczały, jakby w nich zakręciły się łzy, lecz Drucki tego nie zauważył. Chwiejnym krokiem chodził z kąta w kąt i powtarzał głośno:
— Z Fane wypływają teraz stare skorupy na kaszaloty... A pierwszy wyruszył, oczywiście, Mac Holane, na swojej arce Noego... Z Fane wypływają za Gęsi Cypel348, a tam już łapią pełny wiatr...
Nalewał sobie whisky, gdy zabrzmiał dzwonek. Leniwie poszedł otworzyć. Alicja była wesoła i podniecona. Wycałowała go mocno, zauważyła, że jest zmęczony, i zaproponowała, by się położył. Sama rozpięła mu kołnierzyk i rozwiązała krawat, opowiadając szczegóły jakiegoś zabawnego procesu, jaki toczył się dziś w sądzie. Gdy położył się, siadła przy nim i głaszcząc jego włosy, zasypywała czułymi słowami, na jakie od dawna już nie umiała się w stosunku do niego zdobyć, nie dlatego, że nie czuła ich treści w sobie, lecz dlatego, że oziębłość Bohdana paraliżowała każdą czułość.
I tak trwałoby to długo, póki stała między nimi Julka...
Miał szare cienie pod oczyma i usta spiekłe od wiatru, a na tych ustach błąkał się taki piękny półuśmiech.
— Czy ty wiesz, Al — odezwał się, nie otwierając oczu — że teraz z Fane wypływają stare skorupy na kaszaloty?...
— Skądże ci to przyszło na myśl? — zapytała pogodnie.
Nie odpowiedział, tylko przeciągnął się i westchnął. Alicja nie wątpiła, że w ogóle nie słyszał jej opowiadania. Przygryzła wargi, lecz natychmiast się opanowała. Nie mogła sobie pozwolić na wzniecenie najmniejszej sprzeczki. Jeszcze kilka miesięcy, a powrócą dawne, niezmącone stosunki, jeszcze kilka miesięcy, a zostanie z nim na zawsze... Bądź co bądź on nie jest już młodzikiem. Musi w nim wygasnąć narów349 włóczęgi. Alicja miała już gotowy i szczegółowo opracowany plan stopniowego ujarzmiania tej bujnej natury. W tym celu postanowiła nawet wziąć na rok bezpłatny urlop, by razem z Bohdanem odbyć jakąś dalszą podróż, bodaj pielgrzymkę po „świętych miejscach jego awanturniczej młodości”. On przecież tak lubi o nich mówić. Na pewno jeszcze więcej znalazłby przyjemności w ich pokazywaniu. A taka pielgrzymka musiałaby mieć w sobie coś z pożegnania się z przeszłością.
Alicja Horn rozumowała logicznie i pewna była swej logiki. Jeżeli czego nie brała pod uwagę, to roli, jaką w jej planach może odegrać nieobecna już Julka.