— Lepiej niech się nastraszy niż co innego. A czyż to zapomniała już Chicago?
— A po wtóre, że kapitan bez obrony zostanie, jak oni zobaczą, że tu wszystko obstawione, a u kapitana nie...
— ...no to powąchają, czym moja tabaka pachnie — dokończył Drucki.
— Daj Boże, żeby pańskie słowa w złoto się obróciły.
Zawołał Lubę i Drucki wyjaśnił jej sytuację. Nie przejęła się nią zbytnio. Zażądała tylko, by i jej w domu zostawiono rewolwer. Oczywiście, mąż na to się zgodził i obiecał nadto, że będzie się starał jak najmniej wychodzić z domu.
W pół godziny później Drucki był już na Dębowej. Profesor powitał go z dawną serdecznością i od razu zasiedli do obiadu.
— A gdzie jest doktor Kunoki? — zaciekawił się Drucki.
— Wyjechał na trzy dni do Szwajcarii — zatarł ręce Brunicki, z miną człowieka, który za chwilę ma powiedzieć coś niesłychanie ważnego.
— No? — z uśmiechem zapytał Drucki.
— Już wkrótce ogłosimy światu, Bohdanie, rewelacyjne wyniki naszych badań i odkryć, do których ty się przyczyniłeś!