Nie dokończył. Kotara, oddzielająca wybite drzwi od hallu, w którym się znajdowali, uchyliła się nagle i wpadł zdyszany Japończyk, krzycząc strasznym, stłumionym szeptem:

— Niech pani w tej chwili wraca! Natychmiast!

Usiłował chwycić Julkę za rękę, lecz młody człowiek zasłonił ją sobą i powiedział groźnie:

— Stop, doktorze, bardzo pana szanuję, ale tej pani tknąć nie pozwolę.

— Panie Piotrze, ta pani musi natychmiast tam wrócić! Proszę ją zaraz puścić!

— Ta pani tam nie wróci, panie doktorze, gdy wrócić nie chce, a ja na przemoc nie pozwolę.

— Panie Piotrze — wołał w podnieceniu Japończyk — to jest przeciw woli pańskiego ojca! Niech pan nie utrudnia mi zadania!

— Może być przeciw woli całego świata — chłodno odpowiedział młody człowiek — ale ta pani nie wróci tam inaczej, jak z własnej woli, i na to daję panu słowo dżentelmena. Nie wiem, jaka ją od pana krzywda spotkała, ale wołała o ratunek, udała się pod moją opiekę i ciekaw jestem, panie doktorze Kunoki, co powiedziałby pan sam o mężczyźnie, który by zachował się w takim wypadku inaczej niż ja?!

— Ależ, panie Piotrze, pan nie wie wielu rzeczy, pan nie zdaje sobie sprawy, jak straszne konsekwencje może mieć dla pańskiego ojca ta niewczesna rycerskość! Zresztą mogę pana zapewnić, że tej panience nic, absolutnie nic nie grozi. Nawet dziwię się, że postąpiła w tak nielojalny sposób.

— Przepraszam, doktorze — nie zmieniając obronnej pozycji, przerwał młody człowiek, nazywany Piotrem — tracimy na próżno czas. Czy pani chce tam powrócić? — zapytał Julkę.