Piotr wrócił z miasta około południa i zakomunikował Julce, że nie mógł widzieć się z panem Winklerem, gdyż ten na dłuższy czas wyjechał z Warszawy.

Nie mógł jej przecie powiedzieć prawdy, nie mógł sprawić tej biednej, czarującej, kochanej dziewczynie jeszcze jednego rozczarowania, mówiąc, że człowiek, którego uważała za uosobienie szlachetności, że jej przyjaciel został — aresztowany za morderstwo.

Rozdział 28

Okres zastępstwa Akcji Horn na stanowisku prokuratora sądu okręgowego należał do tych stosunkowo rzadkich okresów, kiedy nie tylko przez kancelarię prokuratury przechodziło wiele wyjątkowo ważnych spraw, dających zdolnemu jej szefowi niezwykle szerokie pole popisu, lecz wobec wprowadzenia w życie ustawy o sądach doraźnych364, obciążało go wielką odpowiedzialnością, a zatem otwierało na ścieżaj365 furtkę do wielkiej kariery.

A tym szefem była właśnie podprokuratorka Alicja Horn.

Jak sąd sądem, nie pamiętano takiego tempa pracy i tak wielkich wymagań kierowanych z gabinetu prokuratorskiego pod adresem władz śledczych, policji i bezpośrednich podwładnych. Jak sąd sądem, nie pamiętano prokuratora, który by z taką zawziętością ścigał przestępstwa, który by dniem czy nocą stawiał się osobiście na miejsce każdej, nawet pośledniejszego gatunku zbrodni, tak żywy brał udział w śledztwie, no i tak genialnie umiał nim kierować.

— Robi baba niesłychaną karierę! — kiwali głowami koledzy.

I nie wiedzieli wcale, jak konieczna była ta piekielna praca dla Alicji Horn, dla tej pięknej kobiety, pod której niewzruszoną maską spokoju wiły się w rozpaczliwym bólu wszystkie nerwy, wszystkie myśli i uczucia. Nie wiedzieli, że ta zimna, opanowana kobieta wieczorami wystaje na deszczu jesiennym pod bramami domów, by tylko bodaj w przelocie ujrzeć sylwetkę człowieka, który właśnie mija ją z inną, że ta dumna i piękna kobieta, która by mogła rzucić do swych nóg każdego, potem wraca do domu i wyrywa sobie włosy z głowy i tłucze nią o twarde, drzewo podłogi, i zaciska pierś, by jej nie rozdarła się w spazmie łkania... Nikt tego nie wiedział.

Codziennie rano zza jej biurka padały krótkie, wyraźne dyspozycje, rozkazy, polecenia nieznoszące sprzeciwu i zawsze bezlitosne a trafne. Rzadziej teraz stawała przed sądem, lecz gdy to następowało, obrońcy rozkładali ręce — przychodziła tylko po wyrok śmierci i nigdy bez niego nie wracała.

W tym czasie podczas głębokiej nocy wezwano ją telefonicznie do nowej zagadkowej zbrodni: