O piątej rano!... Za dwanaście minut mniejsza, szeroka i płaska strzałka dotknie tarczy sekundnika, a jej ostry koniec nieubłaganie dotknie czarnego znaku 5...

Przez myśl Alicji przebiegło, że miałaby jeszcze dość czasu na napisanie kilkunastu słów... Wyjaśnienia... pożegnania... Lecz dla kogo miałaby pisać?... Nie ma nikogo! Absolutnie nikogo! O, zrozumiała to już wieczorem, gdy stała pochylona nad pustym łóżkiem tam, w ostatnim pokoju, nad pustym łóżkiem Julki...

...teraz wyprowadzają go na plac straceń... Pamiętała: dwa kasztany na zboczu, z lewej wyszczerbiony mur, a wprost od bramy szubienica. Na pewno idzie uśmiechnięty, z podniesioną głową... Tylko liście na kasztanach teraz muszą być żółte i czerwone. Gdy tam była przy straceniu bandyty Harłacza, liście były jeszcze bardzo zielone... Cała Cytadela wówczas pełna była zieleni...

Dłuższa, wysmukła i ostrokanciasta strzałka dolegała szczytu tarczy.

Alicja podniosła rękę. Na biurku, prawie niewidocznie poza żółtym kręgiem lampy leżał mały, czarny brauning. Czekał tam. Cierpliwie czekał przez pięć godzin.

Przez pięć godzin, długich jak piekło!!!...

Teraz powoli uniósł się na wysokość piersi. Ręka Alicji nie drgnęła, pod palcami ostatnie swoje uderzenia wystukiwało serce, wystukiwało w takt zegarka...

„Idę z tobą, Boh, idę... Gdybym mogła wierzyć, że nie idziemy w nicość, gdybym mogła... Boh!”

Huknął strzał.

Krótki, suchy, urwany trzask brauninga.