Czuchnowski zrobił płaczliwą minę.

— Znowu! Już trzeci raz w tym miesiącu! Ja tak nie znoszę knajpy!

— Możesz nie iść.

— Jak to mogę? Nie mogę. A pomyśl tylko: ty z rana masz sąd, ja szpital, Łęczycki swoją kancelarię. Znowu zaciągnie się do drugiej, czy trzeciej...

— Oj, jakiś ty nudny. Patrz, już za dwadzieścia siódma. Spóźnisz się do teatru.

Westchnął i wstał.

— Mam przyjechać po ciebie?

— Nie — potrząsnęła głową — spotkamy się w westybulu61. Kup bilety w jakimś szóstym rzędzie. Tylko bądź łaskaw pamiętać, że ja płacę za siebie.

Nie odprowadziła go do przedpokoju, lecz wprost poszła do Julki.

Dziewczyna podniosła znad książki uśmiechnięte oczy.