— Ale mnie czas do łóżka, moja mała.

— U mnie też jest łóżko, panie dyrektorze!... No, panie dyrektorze.

Był naprawdę nieco zmęczony i trochę go zirytowała natarczywość tej tancerki. Dlatego powiedział złośliwie:

— Że jest, to wiem, ale czy czasem nie zajęte?

Natychmiast puściła jego rękę i odwróciła głowę.

— Ot, jak... — szepnęła — cóż... wolno panu tak mi napluć w oczy... wolno... jestem taka, że ze mną tak należy...

Zrobiło mu się przykro.

— Sza, mała — powiedział — nie chciałem ci nic przykrego mówić, zażartowałem, no już, uśmiechnij się, no szybko! Dobra jest! A jeżeli mnie jutro zaprosisz na śniadanie, to chętnie przyjadę. Bardzo chętnie! Ale dziś nie mogę. No, pa, mała!

Pogładził ją po policzku i odwrócił się.

— Jaworek! — krzyknął. — Moje futro!