— Przeciętnie szczęśliwych — poprawił profesor i gorzki uśmiech wykrzywił mu usta.

— A jednak — upierał się Drucki — jednak stanowczo cię namawiam: spróbuj. Chyba nie wątpisz, że jestem dla ciebie więcej niż życzliwy?

Profesor Brunicki spuścił głowę.

— No... tak... tak myślę?

Tyle było męczarni w jego głosie i postaci, że Drucki uczuł w piersiach niemal fizyczny ból.

— Karolu! — zawołał. — Karolu! Kochany przyjacielu! Och, żebym umiał wyrwać z ciebie to straszne cierpienie! Pół życia oddałbym za to!

Profesor chwycił go za rękę.

— Tak, tak i ja tak myślę — powiedział z błyskiem w oczach — i ja myślę, że powinieneś mi dopomóc!

— Gdybym umiał! Gdybym mógł!

— Możesz.