— Ależ z przyjemnością. Jeżeli nie zrobi ci to kłopotu, Karolu.

— Bynajmniej. Zatem chodźmy.

Drucki widział wewnętrzną rozterkę profesora i gwałt, jaki ten musiał sobie zadać, by zdobyć się na to zaproszenie. Udawał jednak, że niczego nie spostrzega.

Przed kliniką stała wielka, czarna limuzyna.

— Cóż za wspaniały wóz! — zawołał Drucki i nagle wydało mu się, że już kiedyś to auto widział.

— Podoba ci się? Owszem... To mój najświeższy nabytek.

Szofer, tęgi drab w niedźwiedzim futrze, wyskoczył i otworzył przed nimi drzwiczki. Profesor zwrócił się do niego:

— No, jakże motor?

— Jak dotychczas, proszę pana, pracuje doskonale, ale po trzech dniach trudno zmiarkować74.

— Kupiłem okazyjnie, używany, ale jeszcze w bardzo dobrym stanie — powiedział Brunicki, sadowiąc się obok Bohdana. — Znasz tę markę?