Brunicki przeprosił gościa i znikł za drzwiami osłoniętymi grubą kotarą.
Zaczynało się ściemniać. Drucki wziął do ręki książkę, leżącą na stole, zaledwie do połowy rozciętą75, i chciał ulokować się w fotelu przy oknie. W tym celu zamierzał spędzić zeń wielkiego, szarego kota. Zwierzę jednak ani się ruszyło i już miał je trzepnąć książką po łbie, gdy wrócił profesor.
— Chodźmy do jadalni — wskazał Druckiemu białe drzwi na lewo. — Co to, przeglądałeś tę pracę? Bardzo zajmująca, wprost rewelacyjna... Obserwacje Scheringa76 nad wpływem hormonów zwierzęcych na rozwój roślin.
Z hallu przechodziło się przez gabinet, utrzymany w stylu gotyckim, bibliotekę, od wysokiego sufitu aż do podłogi pokrytą półkami pełnymi książek, i wchodziło się do małej białej jadalni.
W środku okrągły stół z trzema nakryciami, pod ścianą niski kredens i kilka krzeseł.
— Daruj Karolu — odezwał się Drucki — ale dalibóg nie mam pojęcia o tych rzeczach. No, wiem, że hormony to jest wydzielina gruczołów... Hm, wyobrażam to sobie jako... witaminy organizmu ludzkiego czy zwierzęcego...
Drzwi naprzeciw uchyliły się cicho i wszedł doktor Kunoki.
Uprzejmie przywitał się z Druckim:
— Jakie skutki mojej operacji? — zapytał swoim melodyjnym głosem. — Zagoiło się prawidłowo?
— Dziękuję, panie doktorze, zagoiło się doskonale.