Sięgnął ręką pod szufladę biurka i stuknął trzy razy palcem w niemalowane drzewo.
Poza tym redukcje w budżecie wewnętrznym mogły być tylko dodatkiem do projektowanych zmian. Przecie głównie chodziło o całą działalność Funduszu, o wydatniejszą, owocniejszą i ostrożniejszą działalność kredytową.
Nie poszedł na obiad do domu. Musiał to dziś skończyć. Po nowych przeróbkach opadły mu jednak ręce: nie wychodziło!
W mózgu już miał kompletny chaos. Jeszcze raz przeczytał elaborat Bogny, starając się wypatrzeć jego tekst zamazany przez siebie czerwonym atramentem. Wydał mu się wcale niezły.
— Pal sześć! — zdecydował się — dam to i już.
Usiadł przy maszynie i przepisał wszystko niemal w dosłownym brzmieniu, zaostrzając nieco niektóre zwroty. Na zakończenie dodał ustęp własny o redukcjach i po chwili wahania dopisał:
„Powinien także ulec skreśleniu etat wicedyrektora jako zbyteczny. Funkcje te mogą być przekazane dyrektorowi”. — I podpisał:
— Ewaryst Malinowski — wicedyrektor Funduszu Budowlanego.
Odetchnął z ulgą, przeczytał od początku i zatarł ręce:
— Jakoś to wyszło.