Więc nie omyliła się. Pierwsze wrażenie nie zawiodło. Chodziło tu o nią. I znowu czuła wzrastający niepokój.
— Miałem i inne powody — powtórzył niepewnym głosem Borowicz.
— Zatrzymała się i spojrzała mu w oczy:
— Słucham, niechże pan mówi!
— Ach, — zaśmiał się, a raczej udał, że się śmieje — nic znowu tak ważnego, to jest... nic poważnego... Nie należy przesadzać...
Unikał jej wzroku, a Bognę opadły najgorsze przeczucia. Zbladła i chwyciła go za rękę:
— Panie Stefanie! Co się stało?
— Nic się nie stało — odpowiedział trochę poirytowanym głosem — jeszcze nic się nie stało i błagam panią, niech pani się uspokoi.
— Ewaryst... Pan ma od niego... dla mnie...
— Nic zupełnie. O, Boże! Pani Bogno, niechże się pani nie denerwuje.