— Teraz będę musiał wyjść. Mam spotkać się z jednym facetem. A on zawsze bywa u Kleszcza między pierwszą i drugą.
— Gdzie?
— U Kleszcza, w cukierni. Mam mu to oddać. Zobacz: nic nie rozumiesz, bo to specjalnym szyfrem pisane.
Podał Bognie skrawek szarego papieru zwinięty w cienkie ruloniki.
— Co to jest?
— Gryps, ważny gryps. Czytałaś o aferze Miszczakowskiego?
— Nie.
— Jakto? — zdziwił się — nie czytałaś o tym Miszczakowskim, co założył biuro kredytowe? Co to na dwieście tysięcy stuknęli?
— Ew, jak ty się wyrażasz?
— Ach, moja droga, czyż to nie wszystko jedno!... Otóż wyobraź sobie, że siedziałem razem z tym Miszczakowskim. To jest głowa! No! Spryciarz pierwszej klasy. Niczego mu nie udowodnią. Każdziutki szczegół opracowany. Faceta już szósty raz biorą i zawsze się wykręci. Adwokatem mógłby zostać: cały kodeks karny i procedurę na pamięć umie. Nic mu nie zrobią. Kryty jest na wszystkie boki.