i łuna trąca falę, rzeźbi w drzewne słoje.

I idziesz coraz głębiej, i wciąż cię zachwyca

twa własność niepodzielna, zaprzedana stopom,

i nie wiesz, jak w tej chwili nad ziemią ci obcą

krzyknęły usta armat, człowiek dłoń położył

i inny człowiek upadł; pod światłem księżyca

zalśniły w drzewach bronie, zahuczały wozy,

nad miastem ogień zawisł jak kometa długa

i niebem rzucał gęstym na gwałtownych łukach.

I trwoży cię dźwięk ostry, i tulisz powietrze