w żałobnej ramie... Szeptem mówię

a wiem, że głos mój silny nazbyt

wysoko idzie. Uśmiech gwiazdy

miłości pełen i ironii

niedbałym cierniem wokół skroni,

i cisza, w której śpiących oddech

nasila się, fujarką ciecze,

źrenicom zwartym każe odejść

na krawędź rzeczy nieczłowieczej.

Kiedy spłowieje chmury brzeg