gdy zamiast cienia lotnych maszyn

objawi się pogodny gołąb

i księżyc w trawach niby dłoń

co niegdyś hełmem wieńczył czoło.

Tak będzie tylko. Miasto, w którym

do ciebie piszę — stoi ciemne,

choć zwykłe słońce liże mury

spryskane pismem krwi daremnej.

Człowiek przechodzi tam niewielki

i oczy zwraca żalem zbrojne,