słuchać głosu jak echa wśród zmierzchu,
gdy zanika i wiedzie je leśny
obłok ciemny jak ziemia — bez gwiazd.
Ciemność przecież najlepiej kołysze,
w niej dostrzeżesz te ognie prędkie,
co z czerwonej na piersi kropelki
lecą wiotko, witają twe przyjście.
I choć bydląt tu nie ma, ni siana
to ulica darami usłana:
marmur kruchy, wapno i smoła,