odchodzi ciemne pod powiekę.

Żebym pamiętał: równy jestem

łunie różowej, która przestrzeń

w drzewo kolorów nagłych zmienia.

Żebym rozumiał: nawet salwie,

gdy przez powietrze idzie lekkie

jak dzwon od chłodnych drzwi milczenia.

I żebym mówił: równy jestem

sam sobie leżąc w śnie jak wyspa,

gdy niebo białe jest jak papier,