pod tęczę wysoką wpełznę

ramiona kuląc i uśmiech

nietrwały niosąc przez przestrzeń,

idź obok jak idzie Twa rzeka

wargi wydęte płucząc

czasem serdecznym i ogniem

jak ja już mową półludzką.

Jeśli przystanę — Ty zostań,

jeśli zawołam — Ty krzycz,

będziemy razem jak kościół