w górę się piąć, gdzie jak liść

leży posłuszny Twej ręce

księżyc wymarły i gwiazd

ustokrotnione obręcze

głowę znaczące jak głaz.

Po obu stronach mej drogi

milczenia białego strzeż,

abym, gdy głos mój jak storczyk

wypryśnie nagły — wciąż szedł

nieśmiałej trawy lazurem,