Portret

Choćbym co dzień rozmnażał się liczny,

inną mową przemawiał — tkliwszą,

choćbym w światło zmieniony lub w liście

spadał kruchy pod sierp błyskawicy,

choćbym język miał martwy i oczy

zaświatowym oddane znakom —

powiem: w niebie różowym jak w wianku

świeci dom mój palący się w nocy.

Choćbym wrócić już nigdy nie zdołał