ani odejść już nie mógł drogą,

gdzie zmęczone wracają na kołach

łąki ranne, wiatraki świergocą,

choćbym trwał, jak trwa mrówka lub glista,

sercem klaszcząc przy ziemi wiotkim,

każda chwila mi będzie jak wystrzał,

każda barwa jak siarka i ogień.

Nie oszuka mnie dzwonów dudnienie,

choć łagodne i ciężkie od woni,

jeszcze raz rzucę mocno kamieniem