w twarz zawziętą nad snem mym zwieszoną

i nie uśpi, wracając do pasiek,

pszczoła mądra warczącym swym lotem,

bo powstanę zbratany z żelazem,

nim śpiącego zaskoczy zły motor.

Choćbym mówił: pokocham, zostanę,

choćbym słowa jak trumnę zbijał,

ty nie ufaj. I zabierz mi pamięć,

ciało sprostuj, na czoło daj

promień jasny jak uśmiech lub lilię.