i z dala tylko wołanie dziobów zbudzonych znad łąk.

Miłujący trwogę i glinę głowy podnoszą z poduszek.

Pęka spalona ziemia, kości potrąca puste,

martwa szczelina — słuchają — woła kusząco jak uśmiech

formą dla ciała jedyną, ciepłem ze wszystkich najtrwalszym,

ono zapewni różany, bo krwią pojony pęk rózeg,

ciemność jak gwiazdę wygasłą i pamięć śnioną bez czasu.

Więc będzie dzień, który odszedł,

dla wielu dniem pożegnania. Mgły rozwieszone nad nami

nie wiedzą o nas nic zgoła; odległy księżyc i słońce