usta na popiół złożywszy przyjaznych czekają ramion.
Marmur żyłami nabrzmiał — to ziemi pragnącej trud
sypie zieloność, co żywa dzwoni młodziutkim listowiem.
Budzi się mleczny na szybach świt i rozdziela jak anioł
dymy krzyczące pod światło. Już słońce stanęło głodne
nad miastem w chmurach różowych, młodych i wonnych od pól.
Wołanie bolesne:
Zapada dzień bezimienny i co dzień żegnamy ślad
odchodzących — ku jakim światom?
Marzenie, tylko marzenie — bo one, woda i piach,