żałosnymi językami odczytywali gwiazdy, a gniew

palił im włosy w nieładzie,

bo powietrze gorące od przeczuć

tuliło się małe do pięt.

Sen mój był żółty i straszył

twarzą jak Tatar:

Przyszły

wielkie obłoki schylone nad ziemią pędzącą jak światło,

jak chrust płonęło żelazo i beton bojowych maszyn,

mosty skakały jak owce przez niebo wtopione w Wisłę,