wydęły kamienne dziewczyny usta spragnione pokarmu

i w dzbany parków jak mleko wlewał się ogień i marmur.

Na próżno człowiek z łbem sępa ręką zakwitał jak laurem;

schodziły w ziemię latarnie wciąż parskające, za nimi

wróble z ponurym wyciem, gołębie z płaczem wprost ludzkim,

i było biało od planet i mroźno niczym od zimy.

Z gromnicy wysokiej jak sosna wyszedł z pętlicą na krtani

Traugutt1 i wargą poruszał, gestem tłumaczyć chciał;

łamał się werbel pod krokiem, a on pełen cichego kochania

wzrokiem pytał: Czy znasz ten kraj...