Dalej... sen mnie z nóg zrzucił...

Wracałem, gdzie dym jak pies leżał

przed każdym wschodem księżyca.

— O mieście mówili, że wielkie, o wieży, że jest potężna.

Tam patrząc na lot jej zazdrośnie

znowu zacząłem swój głos

wysilać niby cięciwę — obok złocony szatan:

Ach, jeśli nie latom niebieskim — to pozwól mojej młodości,

aby przez ciało przebrnęła i twardą zębatą noc!

Wieczność siedząca za nami ziewała szczęką czerwoną,