mały anioł po sznurze schodził ku mojej pomocy,

po pięć palców u stopy ciągle boleśnie węszących

spoczęło wreszcie. Był dzień,

w którym przy mięsie ofiarnym Kain2 ugodził brata,

więc kipiał wełniasty step

w gwiazdach lecących na północ.

Wtedy ostrożnie mi zdjęto głowę, przykryto całunem

i gałąź wyrosła w mej ręce, a z nią boskości mej zapach.

3. Pieśń ostateczna

Strzaskałeś kroplami głuchymi jak młot