kuty w powietrzu sarkofag,

gdziem leżał w kwietnym puchu

czekający na nową noc,

kiedy twe ręce spoczną na chlebie i koszach.

Wielekroć gwiazdy stawały nad ciemną równiną,

mowa splątanych kopyt dudniła w łozach i wierzbach,

gdy śpiąca rzesza nad wodą wołała: głód!

Szalały krowy zdziczałe, o ciemność druzgocąc szyje,

wychodził z lasu pasiasty tygrys do ognisk i sprężał

mięśnie do skoku. Chłód