Już woda spijała ziemię, już wodę pochłaniał ogień

i ogień ginął w powietrzu — ja ciągle leżałem jak martwy,

czując na zimnych policzkach dotyk żywiołów trzech.

Wąż poparzony się przywlókł, ciałem bezsilnym mi nogi

okręcił...

Ufałem — oto zbudujesz mi arkę

i weźmiesz na nią zwierzęta, tylko zostawisz mój grzech.

Potem mi ziarno przez ptaka

prześlesz — i włożę w doniczkę. —

Siedem ogromnych nocy i siedem ogromnych dni