w klatce zmarło. Ostatni miał ciężkie konanie,

modliła się nawet za tę duszę małą,

ale najczęściej składała ręce

miękkie jak włóczka i prosiła: Panie,

niech wnuk mój zostanie księdzem.

I został. Panny w tiulach nad nim

niosły baldakim jak pierzyna pyszny,

aż z zazdrością patrzała nieładną

młoda żona z ulicy najbliższej.

Wiele prawdy znał fryzjer i rzeźnik.