oto latarnie uliczne w ślimaki skręcone leżą

i wieże cieką ku ziemi w ceglasty zimny stalaktyt.

Marszczy się skóra globu, lasami zapada i pęka,

w szczelinach grzmoty podziemne niebo kaleczą niskie,

ziewają krwiste zachody przy ziemi rozwartym pyskiem

i czarne słońce zmalało do kształtu serca człowieka.

Ryby na rzekach z fioletu wypływają brzuchami do góry,

jawią się niebom obcym geometryczne stygmaty,

a to zapowiedź złowieszcza,

bo u serca dzwonów wiszą już nietoperze