i nie przyjmie posłanie smutne

w ciepłą trawę — nieśmiałej trumienki.

Cacy, cacy, siostrzyczko snów —

w środku miasta na skwerze pustym

zimny, płytki na dłoń ci dół

dadzą — oczom otwartym i ustom.

Ileż słońc się przetoczy nad tobą,

ileż rzek się wyleje naraz,

zanim cisza przystanie jak obłok

nad ulicą świętego Łazarza.