*

Właśnie mnie ciemność wydała nogom, u których po pięć

palców węszących boleśnie. Zacząłem skarżyć się jękiem,

gdy mózg mój napełnił jak miedź

szelest nagły: to matka — w sukni huczącej na klęcznik

spadła jak ćma.

Dłonie rozwiała jak szarfy, a uśmiech blady był,

gdy dźwiękiem trącała powietrze rozkołysane jej zejściem:

Synu mój — uwierz w sny —

wielką prawdę znał fryzjer i rzeźnik: