W płomieniu wklęsłym i szklanym mówią — śmierć.

Przymknięte są oczy pożarów, spod których łzy jak katedry —

łzy wyściełane wrzosami miękkie i dziwnie ciche —

a są to farby żałobne rozłożone w skrzydłach motyli,

a są to dźwięki bolesnej muzyki.

Pada śmiertelny deszcz z gromnic wysokich,

bezpańskie zwierzęta straszą między nocą a dniem,

ślepną źrenice ludzi pod cięciem puchowej lotki

ptaków niebieskich przemienionych w złe.

A domy łamią się lekko, domy, w których zamieszkał człowiek,