Właśnie mnie ciemność wydała nogom, u których po pięć

palców węszących boleśnie. Jednym podstępnym ukłuciem

usta rozdarła i mózg mój w białe zmieniła skiby,

w których się noc przewala zębata, ściśnięta jak pięść.

A zanim gołąb mnie odbiegł i gałąź wydarli mi ludzie

z dłoni szerokiej jak taca, abym pozostał szczęśliwy

wśród nich —

tlący na cienkiej łodydze jak lilipuci instrument

urzekł mnie ptasi skrzyp.

Nigdy nie było łaskawiej. Mąciłem spokój rzeczy