do malutkich owadów nieżywych.

Pożeglujesz powiekami naprzód

i ramiona utulisz jak dziecko —

może zawołasz do kwiatu, lecz nie odpowie ci na to —

i zapłaczesz

w księżycowym mleczu.

Ale to nic, tak trzeba,

tak trzeba, abyś nie wiedział

ile rąk, ile spojrzeń

ile melodii w śnie —