— — — — — — — — — — — —

Na katafalku z czarnych kamieni

leży blady królewicz

i litośnie patrzy na swą zabójczynię.

Ona, jak posąg, bezmowna —

w ekstazie bólu uśmiecha się

przez zasłonkę grobu.

Patrzy litośnie królewicz —

dwa jeziora oczu ścinają mu się w lód.

— — — — — — — — — — — —