przypomina — budzi się, jak ze snu —

uśmiecha się, jak Jehowa, z poza mgławicy,

a strumień piany toczy się po zoranych ustach.

Prosi bym do uścisku podał dłoń —

chwycił mocno rękę moją —

zataczając się w okropnej radości,

wykręcił i z całej mocy

złamał na żelazach.

Zmiażdżoną ręką uderzył mię w twarz

i wyzwał na straszny — zagrobny bój —