Świerszcze sykają pod progami,

żaby rechocą —

jakby szklane, grające wirowały sfery.

I poszedłem, ach — na drogę pod krzyż

i nie wrócę już — nigdy nie wrócę.

— — — — — — — — — — — —

O siostrzyczki moje, podłóżcie smolny żar

i niech rozszumi

oceanowym śpiewem ognia ta puszcza.

W płonących wirach dymu