w trumnie z ołowiu głos żałobny śpiewa.

Chyłkiem się wije cień zamaskowany —

idę rozpacznie do ostatniej ściany.

Dotknąłem gwoździa — nisze się ozwarły —

padłem na progu, jak człowiek umarły.

Nieznana ręka podjęła mię z prochu —

widzę grób — lampę konającą w lochu.

Na stopniach klękam sarkofagu —

od blasków się źrenica mruży —

jak dwa płomyki białej róży