i w płomiennej męce krzyża

serce wciąż głębiej się zniża,

wciąż głębiej w nim rany roździeram —

i żyję, by czuć, że umieram.

Na fali czystym błękicie

łódź moja płynie w wygnanie —

i widzę zorzy świtanie —

i widzę loch mój w granicie —

oh, ręce moje otnijcie,

gdyż bramę Grozy rozwieram —